Grzybowski Turniej Wojów - 2018

19 sierpnia 2018

smallPiąty grzybowski turniej wojów. Dwanaście konkurencji. Kilkuset rekonstruktorów. Dwie bitwy. Jeden wódz spalony na kurhanie. Cztery podpłomyki przypalone na naszym ognisku. Tak przedstawiają się skrócone statystyki tegorocznej największej grzybowskiej imprezy, w której mieliśmy okazję brać udział, a także wspierać jej organizację.

W tej formule spotkanie rekonstruktorów w Grzybowie odbyło się po raz piąty. Tym razem zaczęliśmy cykl walki o Koronę Dębów Grzybowskich. Pierwszym tytułowym dębem został Siemowit, drzewo znajdujące się zaledwie parę metrów od naszej zagrody. Dąb został z tej okazji przyozdobiony kolorowymi chorągwiami.

Do Grzybowa przyjechaliśmy już w piątek, ale tak naprawdę dopiero w sobotę rano impreza wystartowała na dobre. Dzień zaczął się właśnie obrzędami odczynionymi pod dębem Siemowitem, gdzie volva zwołała lud przebywający na grodzie. Następnie zebrali się wojowie, aby rozpocząć turniej. Mieliśmy przyjemność być współorganizatorami konkurencji, zatem Marcin i Karolina nadzorowali i spisywali wyniki turnieju.

Pozostali drużynnicy większość czasu spędzali na zagrodzie: oblepialiśmy saunę, porządkowaliśmy obejście. Karol zajmował się obsługą stanowiska do rzutów toporem. Fryderyk podjął się niełatwego zadania zapewnienia całej drużynie wyżywienia na cały weekend - codziennie gotował nam obiady i kolacje. Na naszym stole lądowały takie potrawy jak żurek czy zupa rybna. Wszystko to zrobione za pomocą składników, jakie już 1000 lat temu mogli jeść nasi przodkowie. Fryderyk i Monika urządzili także wewnątrzdrużynową bitwę na podpłomyki: efektem była najedzona drużyna i cztery spalone na węgiel podpłomyki, które mimo tego znalazły swoich amatorów. Część pieczywa podjedli nam turyści, mamy nadzieję że przeżyli...

W międzyczasie miały miejsce na grodzie liczne atrakcje dla turystów, takie jak gry edukacyjne, teatrzyki, koncerty, a także czytanie fragmentów książek Cherezińskiej. Jako, że od miesiąca na grodzie odbywają się badania archeologiczne, współprowadzone zresztą przez prezesa naszego stowarzyszenia, turyści mieli także okazję zobaczyć wykopaliska i wysłuchać jakie są dotychczasowe efekty badań. Było to nielada gratką, jako że poprzednie badania były tutaj około 10 lat temu, a obecne okazują się mieć niemalże sensacyjne wyniki.

Jeśli chodzi o turniej, zawodnicy musieli stawać w szranki w konkurencjach uchodzących już za klasyczne tutaj czyli: nocne spotkanie, pojedynek na miecze, rzut zapałką, czy strzelanie z łuku. Najbardziej efektownymi okazały się jednak cztery konkurencje: przeciąganie liny nad zalanym wodą wykopem, ucieczka z uczty, wyścig z kołkiem i obrona ogniska domowego. W przeciąganiu liny oczywiście mieliśmy do czynienia z bardzo widowiskowymi upadkami wojów do wody. Wyścig z kołkiem był zaskakującą konkurencją, ponieważ wojowie musieli przywiązać sobie kołek drewniany do... swoich najcenniejszych skarbów. Widok był bezcenny.

Kilka konkurencji zamiast zawodników miały wykonać kobiety z ich drużyn. Były to ucieczka z uczty i obrona ogniska domowego. W pierwszej z nich po wypiciu kufla piwa kobieta musiała przebiec przez stół z zastawą i nie zrzucić żadnego przedmiotu. Niektóre panie celowo zrzucały wszystko ze stołu, dzięki czemu otrzymywały punkty na styl. Obrona ogniska polegała na tym, że do ogniska nie mógł dostać się wojownik, a kobieta tego ogniska musiała bronić. Wojem tym był nasz Kacper, który mimo że miał na głowie hełm, nieraz zobaczył przed oczami gwiazdy kiedy dostał w głowę cios patelnią!

Najważniejszym punktem każdego dnia była rzecz jasna bitwa, przy której zebrało się bardzo dużo turystów. Po bitwie przegrany, martwy wódz został wyniesiony z pola bitwy, a jakiś czas później w żałobnym kondukcie zaniesiony na pole kurhanowe i tam spalony.

Choć żaden z naszych wojowników nie brał udziału w turnieju, możemy być zadowoleni z wydarzenia, jako że udało nam się mocno zaangażować w jego organizację, a uczestnicy byli ukontentowani i mogliśmy pozbierać od nich liczne pochwały. Oby za rok również się udało! Tymczasem, przed nami jeszcze co najmniej dwa wydarzenia w tym roku, do zobaczenia!


Monika