Koronacja 2018

28 lipca 2018

monia small
Koronacja Królewska Gniezno 2018

Kobiety epoki Piastów - pod takim hasłem odbyła się tegoroczna edycja Koronacji Królewskiej. Tym razem wiele punktów programu festiwalu dotyczyło kobiet - co bardzo ucieszyło nasze drużynowe dziewoje, zazwyczaj niedoceniane przez organizatorów wydarzeń odtwórstwa historycznego.

Na Plac Świętego Wojciecha przybyliśmy już w piątek, i choć jak zawsze nie obyło się bez drobnych problemów z namiotami (to już tegoroczna tradycja), zanim kuranty na wieży katedry wybiły godzinę 21, mogliśmy już wypoczywać w naszym obozowisku powstałym w okolicach bramy wejściowej na Plac. Wieczór i noc były nadzwyczaj ciche - okazało się, że tym razem jest mniej uczestników imprezy niż w poprzednich latach.

Sobota rozpoczęła się leniwie, dopiero w południe musieliśmy stawić się na korowodzie, który przeszedł ulicami Gniezna. Następnie uroczystego otwarcia festiwalu dokonała sama księżna Dobrawa, a my tymczasem czmychnęliśmy do pobliskiej lodziarni aby się nieco ochłodzić. Temperatura dawała nam się we znaki i jeszcze nieraz podczas festiwalu mieliśmy okazję w ten sposób dogadzać naszym podniebieniom.

W ciągu dnia każdy zajął się drobnymi pracami rzemieślniczymi lub zwiedzał pobliskie kramy - a było co kupować! Tkaniny, skóry, dzieła kowali, tkaczek, drewnorobów, od koloru do wyboru. Szczególnie swoje wyroby promował nasz sąsiad z naprzeciwka - tekst "zapraszam na ciastka średniowieczne" słyszeliśmy tylko jakieś sto tysięcy razy. Oczywiście sami chcieliśmy się przekonać, czy słusznie tak zachwala swe wypieki i poszliśmy spróbować słynnych ciastek. Ciasteczka o lekkim piernikowym smaku posmarowane malinami przypadły nam całkiem do gustu.

W tym roku nowością na festiwalu były konkursy natury... anatomicznej, w których nasi reprezentanci uczestniczyli. Bartłomiej zgłosił się do konkursu na największy brzuch, Paula do konkursu na najdłuższe włosy, a Monika do konkursu na najmniejszą stopę. Dziewczynom się niestety nie powiodło, natomiast Bartłomiej wygrał, nie miał sobie równych w swojej kategorii!

Codziennie miały miejsce również stałe punkty programu Koronacji, takie jak bitwa, walki 1 na 1, walki 5 na 5, pokaz woltyżerki konnej, warsztaty, koncerty, turniej łuczniczy, wideomapping. W turniejowych zmaganiach nie braliśmy tym razem udziału, bo po pierwsze brakło nam wojów do uzbierania ekipy walczącej, a po wtóre, przy tej temperaturze woleliśmy oddawać się słodkiemu lenistwu w obozie.

Ze względu na warunki pogodowe nie mogliśmy doczekać się kiedy zajdzie słońce. No, może nie tylko ze względu na wysoką temperaturę dającą się we znaki, ale także nie mogliśmy doczekać się momentu kiedy rozpierzchniemy się po placu i będziemy mogli w spokoju pogawędzić ze znajomymi z innych drużyn. Późnym wieczorem odbył się, już poza programem Koronacji, fantastyczny koncert plenerowy zespołów Huskarl i Fleurdelis, podczas którego odtwórcy zaczęli spontaniczne tańce i hulanki, a i muzycy nie szczędzili improwizowanych utworów.

W niedzielę również miała odbyć się bitwa, w której tym razem zdecydował się uczestniczyć Marcin, twierdzący iż jest nieco chłodniej niż dnia poprzedniego. Po przybyciu na pole bitwy okazało się, że chętnych do udziału jest zaledwie kilkunastu po każdej ze stron, co początkowo bardzo zaburzyło dynamikę i oglądalność - paru wojów ruszających się jak muchy w smole to nie jest wymarzony widok dla turysty oczekującego na krwawe starcie. Nikt już nawet nie liczył ile razy która strona starcia wygrała, wszyscy wyczekiwali już chyba tylko końca imprezy.

Kiedy kurant na wieży katedralnej wygrał godzinę osiemnastą, spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną do domów (niektórzy jeszcze zahaczając o Grzybowo). Zapewne wrócimy tu za rok na kolejną edycję imprezy, a tymczasem szykujemy się na Grzybowski Turniej Wojów.


Monika