Radzim 2018

13 maja 2018

radzim18Pewnego piątkowego popołudnia udaliśmy się w sile ośmiu osób do położonej nad Wartą miejscowości nieopodal Obornik - do Gołaszyna. Przybyliśmy tam na wezwanie zaprzyjaźnionej drużyny Stowarzyszenie Historyczne Grodu Radzim, która to zorganizowała już kolejny raz wydarzenie pod nazwą, a jakże, Radzim 2018.

Tym razem wyjątkowo impreza nie odbywała się w historycznym Radzimiu, dawnej historycznej wsi pośrodku poligonu wojskowego, ale ze względu na restrykcje wojska wydarzenie odbyło się w Gołaszynie. Początkowo byliśmy pełni obaw, że przez zmianę miejsca impreza straci swój niesamowity klimat, całe szczęście myliliśmy się. Na nadwarciańskiej łące stanęło kilkadziesiąt namiotów, a do najbliższych zabudowań było stosunkowo daleko, co nas niezmiernie ucieszyło.

Mimo początkowych problemów z organizacją sprzętu (które to problemy nauczyły nas co należy obowiązkowo spakować przed wyjazdem) jeszcze w piątkowy wieczór zasiedliśmy przy ognisku w naszym obozie, składającym się z trzech namiotów. Stosunkowo szybko poszliśmy jednak spać, co wcale nie było łatwe, jako że do samego rana po obozowiskach było słychać śpiewy i harce innych drużyn.

W sobotę zapowiadał się dzień pełen emocji, tym bardziej że prawie każda turniejowa konkurencja w wydarzeniu była obsadzona przez naszych drużynników. Oprócz rzeczonych konkurencji dla wojów i niewiast zapewnione były też inne atrakcje, na przykład można było odbyć rejs po Warcie aż do miejsca gdzie znajduje się Ostrów Radzimski. Ponadto rekonstruktorzy rozstawili liczne kramy, a do tego wszystkiego przygrywały nam znane i lubiane zespoły Huskarl i Dziwoludy.

Pierwszym turniejowym punktem programu był turniej o miecz, w którym udział wzięli trzej nasi reprezentacji: Kacper, Szymon i Bart. Pierwszy z nich przeszedł do drugiej rundy, ale tam zakończył swoje zmagania, bo trafił na lepszego przeciwnika. Dla równowagi niebawem rozpoczęła się jedna z dwóch konkurencji dla niewiast, tzn. konkurs o nazwie natura we włosach. Tutaj uczestniczką była Karolina, która miała we włosach niezwykły i piękny wianek z bluszczu. Wprawdzie nie wygrała konkursu, ale bardzo dobrze się prezentowała.

Jedyną konkurencją gdzie nie mieliśmy swoich przedstawicieli były zapasy wojów. Nie wystawiliśmy nikogo, ponieważ po zeszłorocznym konkursie baliśmy się kontuzji. W turnieju łuczniczym udział wzięli Bart i Gosia, reprezentowali nas godnie ale tym razem znaleźli się lepsi od nich łucznicy. W tym samym czasie odbywała się jedna z zabawniejszych konkurencji - rzut szmatą. Polega ona na tym, że kobieta rzuca mokrą szmatą w wybranego przez siebie mężczyznę. Rzut w twarz punktowany jest podwójnie, zatem opłaca się nadstawiać. Nas reprezentowała Monika wraz z Bartkiem a także mieszana pod względem drużyn ekipa Karoliny wraz z Norbertem z Radzimia. Niestety tylko jedna z kilkunastu pań, które startowały mogła wygrać, ale nie była to nasza niewiasta. Musimy częściej trenować takie rzuty, może za rok uda się zwyciężyć.

Ważnym momentem dnia była oczywiście bitwa, w której udział wzięło czterech naszych wojów, a Bartek dumnie nosił za nimi sztandar. Co ciekawe na cztery starcia trzy zostały wygrane przez naszą stronę. Niestety nie obyło się bez kontuzji, bowiem Szymon i Marcin zeszli z pola bitwy z drobnymi urazami. W rzucie kłodą reprezentował nas Kacper, a w biegu woja, który odbył się wyjątkowo na właściwym Radzimiu - Szymon. Ten ostatni wygrał konkurencję i w nagrodę otrzymał ogromną drewnianą skrzynię. Jesteśmy bardzo dumni, bo bieg woja jako wysoce sprawnościowa konkurencja przez wielu została uznana za najważniejszą w całych turniejowych zmaganiach.

W związku z kilkoma kontuzjami jakie trapiły naszych wojów po bitwie, okazało się, że nie ma woja zdolnego do uczestnictwa w zdobywaniu drzewa radzimskiego. Byliśmy już zgłoszeni do tej konkurencji, więc aby nie rezygnować, jako osoba wspinająca się zgłosiła się Monika. Szybka zmiana stroju na męską i można było ruszać. Niestety z wojami, którzy jak małpki wspinali się po drzewie ciężko było konkurować, ale liczą się chęci i dobra zabawa.

Ostatnią konkurencją był rzut toporem. Odbywała się ona w ciekawych okolicznościach przyrody, bowiem częściowo po zachodzie słońca i przy dość silnym zamgleniu. Udział wziął Bartłomiej, udało mu się przejść do kolejnej rundy zmagań, ale nie wygrał tego konkursu.

Po takim męczącym i emocjonującym dniu wszyscy zasłużyli na ucztę. Na środku ustawiono stoły w jednym ciągu i wszystkie drużyny zasiadły do kolacji razem. Było bardzo klimatycznie, ucztę oświetlały tylko świece na stołach. Jedzenie radzimskie było jak zawsze pyszne, nie tylko to które podano na kolację, ale także we wcześniejszych porach. Wypiliśmy niejeden toast za zdrowie organizatorów, jako że wydarzenie im się bardzo udało.

Gołaszyn opuściliśmy w niedzielny poranek, dziękując organizatorom za wspaniałą imprezę i obiecując że również za rok wystawimy tu naszą liczną reprezentację.

 

Monika