Majówka 2018

03 maja 2018

majowka2018Tego dnia słońce skrywało się za kłębiastymi chmurami, zerkając co jakiś czas na poczynania zebranej w Grzybowie drużyny. Zasiewało ziarno niepokoju w sercach wojowników, nie chcąc udzielić jednoznacznej odpowiedzi – czego można się spodziewać? Oberwania chmury? Ładnej pogody? A może ataku gwałtownej burzy?

Zdecydowanie nie tak wyobrażano sobie tegoroczną majówkę. Wszak samo to słowo przeciętnemu człowiekowi kojarzy się z relaksem i wypoczynkiem, a tymczasem niektórym członkom Aurea Tempora przywołanie wspomnienia ubiegłorocznej majówki sprawia, że czują w ustach smak ówczesnej kapuścianej strawy. Niewątpliwie ta zapadająca w pamięć przygoda sprawiła, że tym razem w jadłospisie nie uwzględniono tak cenionego niegdyś warzywa. W tę majówkę władzę nad żołądkami zebranych przekazano drobiowi i warzywom korzeniowym.

Jak natura przykazała już tysiące lat temu, mężczyźni udali się do robót ciężkich, wymagających krzepy, a kobiety dbały o ciepło grodziskowego ogniska i podniebienia drużyny. Już od samego początku dnia słychać było rąbanie drewna i bulgotanie gotującej się w żelaznym garze nad ogniskiem wody. Zapach świeżo zaparzonej mięty unosił się w powietrzu wraz z obłokami parującego naparu. Kobiety, przygotowując strawę dla wojowników, używały szczypt pradawnej magii.

Nikt nie wiedział, co tak naprawdę czyniły ze strawą, ale żołądki wszystkich mówiły, że było to dobre. Mężczyźni tymczasem trudzili się zdobywaniem pokarmu na obiad, gnając w pogoni za kurami i trudząc się w zdobyciu piersi z kurczaka. Inni natomiast żywiołowo rąbali drewno i zwozili je do ogniska sankami, nadając im nową rolę w społeczeństwie. Tej majówki postanowiono, że raz na jakiś czas i Aurea Tempora należy się odpoczynek, zatem nie wykonywano bardziej wymagających robót, lecz skupiono się głównie na dobrej strawie i realizacji potrzeb bieżących. Kobiety w wolnym czasie (czyli w czasie, w którym nie wylegiwały się na kocach w jasnym słońcu) bawiły się kolorowymi nitkami, tkając krajki na tabliczkach czy też bardku. Mężczyźni natomiast, ku uciesze żeńskiej części publiki, poczuli zew natury i wieczorem stanęli do walki. Naprzeciw siebie, na niewielkiej polance, dobyli swoich broni i wojowali, jednocześnie dywagując nad metodyką i znajomością sztuki wojennej we wczesnośredniowiecznych czasach. Przysłuchiwał im się spoglądający z góry Światowid, lecz, choć wiele w życiu widział, nie raczył zaspokoić wiedzy wojownikom.

Nikt nawet nie wiedział, kiedy nastała ciemność i mgła podeszła pod gród. Szybko dołożono drewna do ogniska i zajęto się pieczeniem mięsa na kolację. Gdy brzuchy zgromadzonych zostały napełnione, każdy z osobna udał się do swojego legowiska na zasłużony sen.

A gdy nastał świt, natura przywołała z powrotem wojowników do życia.

I tak oto minęła tegoroczna majówka. W oparach zaparzanej mięty, kwiatu lipy, żołędziówki (trzeba było przyznać, że u niektórych chyba zadziała niczym zeszłoroczna kapusta), wylegiwania się w słońcu, szkolenia umiejętności walki mieczem, tkania i wszelako rozumianego odpoczynku.

Sława!


Dagmara