Manewry wojenne naszych wojów

17 września 2017

manewry-wojenne17Wstawaj! - wrzasnął el doctore. Otworzyłem oczy, spojrzałem na pozycję słońca na niebie i spytałem sam siebie kto normalny wstaje o 5 rano, żeby się męczyć podczas ćwiczeń. Jak to kto? Oczywiście Aurea Tempora – banda psycholi, co się okłada toporami po głowach – jakże często to słyszę. Zwlokłem się z posłania i stwierdziłem,że trzeba sobie na tę piękną opinię zapracować, więc nie ma co dłużej zwlekać.

Tak oto zaczęły się manewry wojenne ATwojów. Biegać! - Usłyszałem gdzieś z oddali, jak przez mgłę. Ale jak to? Bez śniadania? No pięknie, nie wiedziałem, że na opinię wariata się pracuje bieganiem przed śniadaniem. Niektórzy mówią na takich ludzi, że są sportowcami, ale ty nie, ty jesteś wariatem. Cóż robić – pobiegaliśmy.

Pożywne śniadanie postawiło nas na nogi i mając w myślach obraz pięknego dnia usłyszałem, że czas trochę poćwiczyć. Przepraszam, co ja robiłem przed śniadaniem? No nic, trzeba było się opancerzyć i po raz kolejny zapracować na opinię psychola. Mało tego, tym razem żeby nie było za łatwo dostać w głowę trzeba było jeszcze uważać pod nogi na leżące kłody, bagniska i inne przeszkody terenowe wśród których przyszło nam ćwiczyć walkę. Niestety (a może i stety) nastąpiła pierwsza roszada osobowa, kogoś ubyło, ktoś przybył, co zakończyło nasze potyczki i skierowało nas do zagrody - jednak nie po to by odpocząć, trzeba było wyczyścić sprzęt po sezonie, a było co czyścić. Początki obiecujące, jednak z każdą minutą rdza i inne paskudztwa stawały się coraz bardziej uciążliwe, a dodatkowo pogoda postarała się, żebyśmy za szybko rdzy nie usunęli i postanowiło popadać na nas. Popadać... popaść to ja mogę zaraz w depresję – jak wtedy pomyślałem. Jednak nie! Jest nadzieja! Pojawił się ochotnik na zrobienie obiadu, może jeszcze nie wszystko stracone. Po odczekaniu dłuższej chwili danie było gotowe. Pochwałom kucharza nie było końca, ułożona została nawet zwrotka w Grzybowskiej pieśni na ten wiekopomny posiłek i jego twórcę. Deszcz jednak koniecznie zechciał nam zepsuć zabawę. Nie tym razem, nie na tym wyjeździe! Oczywiście, że nie, bieganie na głodnego i bicie się po głowach toporem to za mało, trzeba jeszcze pobiegać w deszczu. Określono więc zasady i zaczęliśmy naszą rozgrywkę w zdobycie proporca przeciwnika. W deszczu. Mając zajęte obie ręce bronią. Biegając. Jasne połammy się. Sezon już się skończył to można sobie nogi połamać, zresztą, po co nam nogi, skoro miecz i tarczę trzymamy w rękach?

Szczęście nikomu nic się nie stało, a kolejnym punktem programu był relaks w saunie. Miłą odmianą było wejść w mokry, deszczowy dzień do sauny, żeby się spocić, bo przecież i tak jesteśmy już mokrzy. Jednak zabójcza temperatura panująca w saunie spowodowała naszą decyzję o dość szybkim jej opuszczeniu. Tak oto minęła oficjalna część dnia pierwszego, jednak jak wiemy, najlepsze dzieje się zawsze po zamknięciu bram. Co tam się działo! (Czasem lepiej nie wiedzieć!) Bębny, rogi (i to nie tylko te z piwem), gitary oraz nasze głosy ożywiły ten ponury wieczór na wiele wiele godzin. Pieśniom nie było końca, ale alkoholowi tak, więc zgodnie stwierdziliśmy, że pora udać się na spoczynek. -Chłopaki, mam pomysł! - czy on naprawdę musiał to powiedzieć? Cały dzień ćwiczeń, 23 godziny już na nogach jestem, a on o 4 nad ranem wpada na jakiś genialny pomysł? Jakaś super gra. Super. Nocne łowy? Skrytobójcy? Nawet nie wiedział jak to nazwać, jednak gra okazała się całkiem ciekawa, szkoda tylko, że tak mało osób brało udział. Tym miłym akcentem zakończyliśmy nasz dzień.

Spodziewałem się po raz kolejny wrzasku nad uchem oznaczającego kolejną porcję biegania, jednak pozwolono nam się w miarę wyspać, dzięki czemu humory od rana nie były najgorsze mimo wczorajszej ciężkiej, ale jakże radosnej posiadówce. Humory nie najgorsze, najgorsze było kolejne bieganie, jednak i temu zadaniu podołaliśmy w pocie czoła. Po tym wydarzeniu nadszedł czas coś zjeść, jednak ugotowanie jajek nie jest taką prostą rzeczą, ale i to nas nie przerosło. Czym by było stowarzyszenie edukacyjne bez edukacji? Więc i taki punkt programu został zrealizowany, na którym się dowiedzieliśmy co jeść żeby być dużym i silnym. Jak wiadomo na przyjemnościach czas szybko leci więc i tym razem nasz wyjazd chylił się ku końcowi. Ostatni raz usłyszeliśmy „zbroić się”. Po raz ostatni wyruszyliśmy bronić i atakować grodowe wały. Po uwiecznieniu tych ostatnich w sezonie zmagań ruszyliśmy w smutną drogę ku końcowi naszego wydarzenia oraz sezonu.

Operator duna