Koronacja Królewska Gniezno 2017

30 lipca 2017

gniezno2017Na pamiątkę pięciu koronacji królów Polski po raz kolejny odbyło się w Gnieźnie wydarzenie odtwórstwa historycznego. Impreza ta wpisała się już na stałe do naszego drużynowego kalendarium. W tym roku na Plac Świętego Wojciecha dotarliśmy w piątek, lecz później niż to zwykle bywało, zatem nie było już wielkiego wyboru pod względem miejsca rozłożenia obozu. Całe szczęście, że równo z nami przyjechała zaprzyjaźniona drużyna Stowarzyszenia Grodu Radzim i postanowiliśmy rozłożyć wspólne, wielkie obozowisko, składające się z siedmiu namiotów i ogromnej wiaty. Dzięki temu udało się nam zachować trochę przytulnej atmosfery i odciąć nieco od ulicznego gnieźnieńskiego gwaru.

Piątkowy wieczór minął spokojnie, a jako że nasz sporych rozmiarów obóz rozstawialiśmy w kilka osób (Monika, Szabla, Karol, Fryderyk, Karolina), wszyscy byli dość mocno zmęczeni i poszli szybko spać. W sobotę natomiast po śniadaniu otworzyliśmy nasze stanowisko pokazowe z uzbrojeniem wczesnośredniowiecznym, przy którym można było przymierzyć hełm lub kolczugę ale także posłuchać o tym jak walczono w dawnych czasach, jak wykonywano uzbrojenie, na jakich znaleziskach są wzorowane poszczególne elementy uzbrojenia. Wkrótce też dotarli do nas Bartek i Jakub, drugi z nich przywiózł nam parę przydatnych rzeczy z Grzybowa.

Punktualnie o godzinie 12.00 ustawiliśmy się wraz z innymi drużynami przy bramie i ruszyliśmy w korowodzie historycznym ulicami Gniezna. Przygrywał nam zespół Huskarl, a obok nas jechali też uzbrojeni konni wojowie. Turyści i mieszkańcy chętnie robili nam zdjęcia i przyjaźnie się z nami witali. Zatrzymaliśmy się na dłużej przy pomniku Bolesława Chrobrego, gdzie nastąpiła oficjalna inauguracja wydarzenia.

Po południu nasi wojowie przygotowywali się do Bitwy o most, czyli starć drużyn 5 na 5 osób. Niestety nie udało nam się zebrać składu, dlatego oprócz Szabli, Jakuba i Fryderyka wystąpili w utworzonej piątce również Niemir z drużyny Najemnicy Gromu oraz Snorri z drużyny Warcianie z Lądu. Nasza ekipa nazwała się wATcianie Gromu. W pierwszym starciu zwyciężyli i przeszli do kolejnej rundy, niestety w drugiej pokonali ich wojowie z drużyny Gniezno United.

Kolejnym sobotnim punktem imprezy była bitwa o Wzgórze Lecha. Nasi trzej wojowie stanęli wraz z innymi drużynami naprzeciwko drużyny Kruków, których liczebność jak zwykle była imponująca. Niestety prowadzenie starcia nie podobało się nam zbytnio, bo zamiast prowadzić typową, żywiołową bitwę, próbowano podchodzić bardzo blisko do przeciwnej ściany wojów i dopiero z odległości dwóch metrów podejmować się ataku. Było to dość nudne i monotonne, myślę że nie tylko dla wojów ale także dla publiczności. Następnie dwa czy trzy razy odbyły się walki w kręgu honoru i zdrady. Ostatnim i najbardziej męczącym elementem walk była prezentacja dla publiczności, ale wielu wojów opuściło plac walki zanim rozpoczął się ten zabawowy element. Wojowie którzy pozostali musieli mocno cierpieć, bo nie dość że przeprowadzono na nich musztrę to jeszcze dzieciaki rzucały w nich swoimi śmierdzącymi butami. Ciężkie jest życie woja!

Dla turystów była zagwarantowana masa atrakcji, między innymi mapping 3D na ścianie katedry, zdjęcia z ptakami drapieżnymi, czy możliwość skosztowania Wojciacha (tylko ja myślałam, że Woj-ciacho to będzie konkurs na najprzystojniejszego woja?). Nie sposób opisać wszystkich punktów programu tego wydarzenia, choć za jeden z ciekawszych uznać można także mecz rugby rozgrywany… dynią między odtwórcami a zawodową drużyną rugbystów.

Wieczorem na uczcie czas umilał nam zespół Dziwoludy, który w tym roku spotkaliśmy już na dwóch czy trzech imprezach. Tym razem postanowili oni przyjść do naszego radzimsko-aureatemporowego obozu i zagrać dla nas prywatny koncert! Nieco później na placu odbył się pokaz ogni, na który też poszliśmy i zachwycaliśmy się wdziękiem pięknych słowianek które z gracją wywijały ognistymi kulami. W dużym namiocie organizatorów gdzie wcześniej odbywała się wystawa i warsztaty MPPP wieczorem odbywała się dyskoteka – dość zabawnie wyglądali ludzie sprzed 1000 lat tańczący do współczesnej muzyki.

W niedzielę jedną z pierwszych atrakcji była gimnastyka słowiańska, na którą ochoczo się wybraliśmy. Było przy tym dużo śmiechu. Tego dnia odbył się też turniej wojów O miecz Bolesława Chrobrego, w którym reprezentowali nas Fryderyk i Kacper, który dotarł do nas tego dnia rano. Kacper niestety odpadł w pierwszej rundzie (za to premierę miała jego nowa, własnoręcznie wykonana tarcza z nową wersją naszego znaku stowarzyszeniowego), natomiast Fryderyk, dla którego był to pierwszy turniej w karierze woja, pokonał w pierwszej, niemal bratobójczej walce Sebastiana z Radzimia. W kolejnym etapie już mu się nie powiodło, ale i tak jesteśmy z niego bardzo dumni – może następnym razem kiedy zdobędzie więcej doświadczenia pójdzie mu lepiej.

Drugiego dnia również odbyła się wielka bitwa, która została przez naszych wojów oceniona nie lepiej niż sobotnia. Jej prowadzenie daje wiele do życzenia, a do bitwy jaka odbyła się w Lądzie nawet się nie umywa. Upał dawał się nam mocno we znaki, więc po bitwie wyczekiwaliśmy godziny 18.00 kiedy to mogliśmy powoli zacząć się pakować. Zmęczeni, ale zadowoleni wróciliśmy do domów. Teraz przygotowujemy się do naszej ulubionej imprezy, czyli Turnieju Wojów w Grzybowie, a następnie do wędrówki, która będzie tydzień po Turnieju. Gniezno – dziękujemy za gościnę i do zobaczenia za rok!

 

Monika