Kórnickie Wianki na Prowencie

24 czerwca 2017

kornik2017Na zaproszenie Kórnickiego Ośrodka Kultury wybraliśmy się w pierwszą wakacyjną sobotę na całodzienny pokaz do Kórnika. Ten dzień niestety nie zaczął się dobrze dla niektórych z nas - jedni zaspali na pociąg, a drudzy mieli nieprzyjemne przygody samochodowe na trasie do Kórnika. I jak na złość z samego rana pogoda była deszczowa. Cale szczęście później było już tylko lepiej!

Od dziewiątej rano zaczęliśmy rozkładać się w bardzo urokliwym miejscu - na Półwyspie Szyja w Bninie, gdzie w pierwszej połowie X wieku został zbudowany gród wklęsły. Gród otoczony jest z trzech stron wodą i dobrze widoczne są pozostałości po grodowych wałach. Rozbiliśmy nasze trzy namioty i rozłożyliśmy wszystkie stanowiska, stwierdzając zgodnie, że jest to świetne, dostatecznie oddalone od cywilizacji miejsce, nadające się nawet na nieco wiekszą imprezę rekonstrukcyjną.

Wydawało nam się, że w związku z tym, ze jesteśmy dość daleko od Kórnika, to niewielu mieszkańców przyjdzie nas zobaczyć, tu się jednak myliliśmy. Ledwo minęła godzina dziesiąta, a każdy z nas miał już ręce pełne roboty! Przy stanowisku z uzbrojeniem rzadzili Szymon oraz Fryderyk - było bardzo dużo chętnych nie tylko na przymierzenie hełmu czy kolczugi, ale takze znalazły się osoby chcące spróbować swoich sil w walce - oczywiście bezpieczną wersją mieczy czyli plastikowymi rurkami. Dorośli odwiedzający byli zainteresowani historią uzbrojenia wczesnośredniowiecznego, i tutaj Szymona i Fryderyka wspierali jeszcze Marcin i Monika. Dzieciaki odwiedzające gród miały też frajdę ze strzelania do tarczy z łuku - tutaj stanowiska doglądali Szabla i Marta Szablowa. Niestety był też w tym mniej przyjemny element, czyli szukanie zagubionych strzał w wysokich trawach i trzcinach. Cale szczęście nasi najmłodsi goście nam przy tym pomagali. Kolejnym ciekawym miejscem, które interesowalo odwiedzających byl kącik tkactwa - tutaj Marta pokazywała dzieciom trudną sztukę tkania krajek na tabliczkach, a Monika opowiadała o barwieniu wełny naturalnymi barwnikami. Dobrze, ze gród jest właściwie jedną wielką łąką, bo Karolina miała w związku z tym doskonały dostęp do wszelkiego rodzaju kwiecia, z którego plotła wianki. Szybko dołączyla do niej gromadka dzieci - wszakże mamy okres związany z Nocą Kupały i tytułowe wianki musiały się pojawić. W środkowym namiocie Kacper zajmował się dłubaniem w drewnie, co o dziwo również budziło spore zainteresowanie.

Podczas naszego pobytu na grodzisku na Półwyspie Szyja nie zabraklo też czasu na pokaz walki, tym razem w wykonaniu czterech naszych wojów: Marcina, Szabli, Kacpra i Szymona. Oprócz minibitwy zachęcili oni także publiczność do spróbowania swoich sił w walce prawdziwym mieczem, czy wypróbowaniu tarczy. Większość turystów przyznała z podziwem dla wojów, że jest to bardzo trudne i wyczerpujące.

Druga część naszego pokazu w Kórniku miała się odbyć pod Kórnickim Osrodkiem Kultury, tam też udaliśmy się przed godziną szesnastą z niejakim żalem, bo na grodzie bardzo przyjemnie nam się przebywało. Jeszcze zanim zaczął się drugi pokaz, posililiśmy się może niezbyt historycznym, ale pysznym jedzeniem. Rozłożyliśmy się w parku, tuż obok jeziora, niedaleko sceny gdzie odbywały się występy artystyczne. Z nowymi siłami wykonywaliśmy podobne zadania jak na grodzie, to jest: Marta prezentowała tkactwo, Kacper obróbkę drewna, Karolina wykonywała wianki, Szabla i Szymon pokazywali łucznictwo, a Fryderyk uzbrojenie. Tym razem jeszcze Marcin prezentował grę w kubba (po tylu godzinach gry chyba jest mistrzem świata w tej grze), a Monika haftowanie. Uwagę dzieci jak zwykle przykuwał nasz pies-hiena Zuza, który tego dnia został wygłaskany za wsze czasy. Tutaj w parku również wielu mieszkańców nas odwiedziło i było zainteresowanych rzemiosłem wczesnośredniowiecznym. Czas mijał jednak dość wolno, bo mieliśmy świadomość, że bardzo późno wrócimy dziś do domów.

W międzyczasie odbył się po raz drugi pokaz walki, tym razem walczyli ze soba Marcin, Szymon i Fryderyk. Choć walka wyglądała widowiskowo, niestety Marcin uległ dość poważnej kontuzji, po której cierpi do dzisiaj. Niestety wojowanie to bardzo urazowy sport, o czym się po raz kolejny przekonaliśmy.

Okolo godziny dwudziestej pierwszej ściemniło się i postanowiono, ze czas dokonać puszczenia wianków na jeziorze. Odbyło się to z udziałem naszych pięknych dziewczyn, Marty K., Marty B. i Karoliny, które niosły wielki wieniec z zapalonymi świecami, w otoczeniu całego pochodu złożonego z artystów występujących tego dnia na scenie, trzymających pochodnie. Wyglądało to naprawdę magicznie. Po dotarciu na brzeg jeziora, dziewczyny wsiadły na łódkę i popłynęły na środek jeziora, by tam rzucić wianki na wodę. Widowisko zgromadziło cały tłum mieszkańców, a kobiety które również miały uplecione wianki, rzuciły je z brzegu na wodę. I ja swój wianek rzuciłam, z nadzieją, że jakiś przystojny kawaler ten wianek wyłowi. Wprawdzie tańców wokół ogniska ani szukania kwiatu paproci dzisiaj nie było, ale chociaż ten wiankowy świętojański zwyczaj został spełniony.

Po wypełnieniu tych rytuałów spakowaliśmy się i bardzo zmęczeni wyruszyliśmy w drogę powrotną do domów. Mamy nadzieję, że jeszcze dane nam będzie wrócić na grodzisko na Półwyspie Szyja i do Kórnika, a tymczasem przygotowujemy się do kilku pokazów na festynach oraz oczywiście ciężko trenujemy aby godnie zaprezentować się na turniejach w Gnieźnie oraz w Grzybowie.


Monika