Majówka 2017

07 maja 2017

majowka17Majówka. Dla wielu Polaków okres wypoczynku, okazja do zrelaksowania się, początek sezonu grillowego, czy czas spotkań towarzyskich w gronie znajomych. Jako, że rekonstruktor też człowiek wraz z Bractwem Rycerzy Bezimiennych - Drużyną Wojów Grodu Wałcz spotkaliśmy się na grzybowskim grodzisku by ciężką pracą sprawić aby każdemu żyło się lepiej (godniej chyba Święta Pracy uczcić nie można, nieprawdaż?). Nasi goście z Wałcza działali przez całą majówkę na polu rękodzieła tworząc wyposażenie czy odzież na własny użytek, a także w celu sprzedaży pamiątek i ozdób turystom. Natomiast dokładniej o dokonaniach naszego stowarzyszenia opowiem niżej.


Wiosenna pogoda postanowiła udowodnić nam, że jest kobietą, zmieniając co chwilę swój stan przez cały pobyt na grodzie. Od pochmurnej i wietrznej aury, przez intensywne opady po czysty błękit nieba w akompaniamencie wiosennego słońca pieszczące nasze lica swymi promieniami.

Wraz z nastaniem poniedziałkowego poranka prace na grodzie ruszyły pełną parą. Jako, że grzybowska zagroda ma własne pola uprawne grzechem byłoby nie zaoferować odwiedzającym grzybowski gród obserwacji wzrostu wczesnośredniowiecznej roli. Wraz z Marcinem dokonaliśmy obsiewu poletek 5 odmianami zbóż: prosem, czarnym owsem, pszenicą płaskurką, pszenicą orkisz oraz pszenicą zwyczajną (dla porównania z jej średniowiecznymi krewniakami). W tym czasie Adam zwany Szablą zajmował się przygotowywaniem opału na najbliższe dni, Marta naprawiała odzież, a Karolina przygotowywała strawę dla zmęczonego ludu pracy, jednakże jej potrawa wywołała pewne kontrowersje w gronie turystów jak i samych konsumentów (od siebie dodam, że od tego wyjazdu stronię od kapusty nie pokrojonej drobno). W godzinach popołudniowych nasze grono zasilił Szymon, który zasilił ekipę robotników, która przystąpiła teraz do wypełniania luk w uszczelnieniu chat na zagrodzie. Jak przekonaliśmy się podczas licznych chłodnych i wietrznych nocy, szczelne ściany to błogosławieństwo. Tak minął dzień pierwszy majówki, a każdy wiedział że było to dobre. Wieczorową porą przy ognisku odwiedziliśmy przyjaciół z Wałcza w ich obozie wspólnie spędzając wieczór i kosztując przygotowane przeze mnie na majówkę piwo wzorowane na owym trunku z epoki średniowiecza. Noc minęła pod znakiem wart, podczas których jako mężczyźni dbaliśmy o ogień wewnątrz jak i na zewnątrz chaty dla naszego wspólnego dobra, zmieniając się co 2 godziny począwszy od godziny 23 po 7 rano.

Wtorek i środa znacząco nie różniły się od poniedziałku. Uszczelnianie chaty dalej trwało, Marta zaczęła przystosowywać czepiec Szymona do zasad BHP walk rekonstrukcyjnych, Szabla nagrzewał saunę, a Karola przygotowywała gorącą strawę i podpłomyki. W środę również na teren grodu zaczęli przybywać uczestnicy jak i organizatorzy Reko Garów, czyli zajęć dla adeptów i mistrzów sztuki średniowiecznego garncarstwa. Nasze stowarzyszenie reprezentować  tam okazję miały dwie Marty oraz Jakub zwany Borem. Mała rewolucja nastąpiła natomiast w nocy z środy na czwartek, gdy nasz prezes Marcin podejrzanie wcześnie udał się na spoczynek. Jak później okazało się, dopadła go choroba układu pokarmowego, co poskutkowało tym, że niezdolny do dalszego pobytu na zagrodzie wraz z Martą i Zuzą opuścili grzybowski gród w czwartkowy poranek. Również Szymon i Karola zmuszeni przez grafiki pracy wrócili do grona ludzi cywilizowanych poza wałem grodu Grzybowo.

Czwartek przyniósł spore oberwanie chmury, lecz także nowych kompanów na zagrodzie czyli Martę, Monikę oraz Jakuba. Na zagrodzie zagościł również Oskar, który stanowił część grupy garncarzy, lecz został oddelegowany do oprawienia dzika, który przyjechał na naszą zagrodę martwy, ale w stanie w pełni “surowym". Deszczowy poranek i popołudnie nie zachęcały nas specjalnie do pracy pod chmurką, wobec czego przenieśliśmy się pod wiatę gdzie szyliśmy i dowcipkowanie przeplataliśmy rozmową. Wraz z Szablą spróbowaliśmy swoich sił w zawodzie dentysty PRÓBUJĄC wydobyć szablę dzika z jego żuchwy. Niestety sromotna klęska którą ponieśliśmy na tym polu doprowadziła do złamania owego zęba, wobec czego zaniechaliśmy dalszych prób masakracji oskalpowanej głowy tego biedaka.

Piątek przywiał nam na gród Edgara, ponownie Karolinę i co ważne dobrą pogodę. Monika zajęła się farbowaniem wełny historycznymi metodami przy użyciu naturalnych składników, a podczas tego konkretnego procesu barwnikami były łuski cebuli, kora dębu i liście brzozy.

W sobotę Adam zwany Szablą zrealizował bardzo przydatny i genialny w swojej prostocie plan budowy drewnianego chodnika między wejściami do poszczególnych budynków na zagrodzie, co w przyszłości ułatwi przemieszczanie się, gdyż wielkie kałuże i błoto nie będą nam już straszne. Najciekawszą aktywnością dnia było jednak poznawanie flory grodu i okolic z Maciejem z Warszawy (uczestnik Reko Garów), który jako specjalista od zielarstwa i wszelkiego zbieractwa dzikich roślin przedstawił nam i pokrótce opowiedział o tych jadalnych i trujących.

Niedziela - dzień wyjazdu - upływał leniwie i spokojnie. Rozgardiasz związany z pakowaniem przytłumiony został przez ogólny smutek opuszczania po dłuższej obecności grzybowskiej zagrody i powrotu do współczesnej cywilizacji. Z pozytywów tego dnia: do grona “żywych” powrócił Marcin, który udzielał wykładu w Grzybowskim Muzeum.

Oczywiście podczas majówki przez zagrodę przewinęło się liczne grono turystów, którzy z wielką ciekawością zaglądali w każdy jej zakamarek oraz mieli ogrom pytań o szczegóły naszej działalności jak i przeznaczenie rozlicznych przedmiotów życia codziennego.

Podczas majówki udało nam się sporo zrobić, co nieco dowiedzieć, a przede wszystkim wypocząć intelektualnie i przebywać w gronie równie zakręconych na punkcie historii ludzi. Chyba każdy się zgodzi, że poza kilkoma drobnymi nieprzyjemnościami wyjazd się w pełni udał? Do zobaczenia w przyszłym roku!

Fryderyk