Radzim 2017

14 maja 2017

Gmina ObornikiMajowym popołudniem wybraliśmy się do pobliskiego Radzimia, gdzie Stowarzyszenie  Historyczne Grodu Radzim zorganizowało już po raz kolejny imprezę plenerową dla odtwórców i turystów. Zapakowaliśmy się w dwa samochody i po pokonaniu odcinka drogi pełnego wertepów,  wijącego się pośród cichego lasu, po krótkiej, ale intensywnej walce ze szlabanem, w końcu przybyliśmy na miejsce.

Przywitał nas potężny stary dąb górujący nad całą polaną oraz sprawnie uwijający się wojowie i damy. Namioty wyrastały jeden po drugim, dlatego Doktor szybko wybrał dla nas strategiczne miejsce i już po chwili stanął i nasz namiot. Cała impreza miała zacząć się następnego dnia, to jest w sobotę, a my byliśmy tam już w piątek. Dawało to więcej czasu na eksplorację terenu i łażenie po brzegach Warty, co skwapliwie wykorzystałam. Dla Doktora i Szymona, starych wyjadaczy, taki wyjazd nie był pierwszyzną, ale ja, nieopierzony żółtodziób, byłam tak samo podekscytowana i zaciekawiona, co to właściwie będzie się działo.

Już pierwszego wieczora Stowarzyszenie Historyczne Grodu Radzim wystarało się o domowej roboty chleb oraz szynki, ser, twaróg i kiełbaski dla nas. Nasyceni mogliśmy posiedzieć przy ognisku do późnych godzin. Gwiazdy były szczególnie niesamowite, byliśmy naprawdę daleko od świateł miasta, dlatego ich blask wydawał się wyjątkowo pierwotny, przynajmniej dopóki nie dostrzegło się wędrującego satelity.

Sobota nadeszła razem z fantastyczną pogodą, a słońce już nas nie opuszczało do końca dnia. Jeszcze przed południem wystartowały konkurencje dla wojów – mogli oni wypróbować się w strzelaniu z łuku, rzucaniem toporkiem. Tymczasem kobiety miały okazję wykazać się w rzucie szmatą, szczególnie pociągającym elementem tej rywalizacji był cel – nie żadna drewniana makieta, ale chłop z krwi i kości. Wystarczyło podstawić akurat takiego, co ostatnio wyjątkowo zalazł danej uczestniczce za skórę, i już miało się najlepszą z możliwych motywacji. Potem ku uciesze turystów podzielono wojów na dwie drużyny i zorganizowano walkę zbiorową. Następnie przyszła pora na krąg honoru i zdrady, dobry sprawdzian czujności wojowników. Miłym urozmaiceniem był występ zespołu Dziwoludy, a zwłaszcza belgijka w ich wydaniu i nauka pląsów w rytm muzyki inspirowanej średniowieczem. Po tak wyczerpującym dniu wciąż czekało na mężczyzn niemałe wyzwanie – bieg woja. Dużo mówiło się o morderczym wysiłku, na jaki muszą się w tej konkurencji zdobyć uczestnicy, bardzo więc byłam ciekawa, kto też podoła temu zadaniu. Niestety, nie był to ani Szymon, ani Doktor a nagroda główna w postaci zgrabnej skrzyni powędrowała do świeżaka z Drużyny Wojów Grodu Wałcz. Zerkając na łydki zwycięzcy można było jednak zrozumieć i docenić siłę młodości. Tak czy owak, Doktorowi należą się gratulacje za drugie, najbardziej bolesne, miejsce na podium.

Przez cały dzień turyści wędrowali pomiędzy namiotami, przymierzali uzbrojenie, oglądali broń, tarcze, koszyki, ręcznie przędzoną wełnę, zadawali pytania. Ja sama byłam oczarowana ilością barwnych krajek rozpiętych na sznurach. Dzięki pomocy Agnieszki z Kręgu Szarego Żurawia po całym dniu mozolnego dłubania powstała moja pierwsza krajka. Tam wychodzi wełna, tu nie dociągnięta nić, ale wszystko to nic – jest moja!

Dzień pełen wrażeń zakończyła uczta. Stowarzyszenie Historyczne Grodu Radzim i tutaj sprostało zadaniu – kaszanka, kiełbasy z dzika, dwa pieczone prosiaki, placek drożdżowy - smakowało wybornie. Po uczcie można było posiedzieć przy ognisku i posłuchać melodii wygrywanych na skrzypcach. W niedzielę, gnani przeczuciem deszczu czającego się gdzieś w pobliżu, szybko spakowaliśmy nasze manatki i wyruszyliśmy w drogę powrotną zostawiając za sobą Radzim i jego zielone lasy.


Sabina

 

fot. Oborniki NaszeMiasto