XIV Międzynarodowy Zjazd Wojowników Słowiańskich

20 sierpnia 2013

zjazd1

  Do osady grzybowskiej przybyliśmy już 15 sierpnia. Zaraz po dotarciu do grodu zabraliśmy się za porządkowania naszych włości, aby godnie Was przyjąć w nadchodzących dniach. Roboty było co niemiara: nasi waleczni mężczyźni ostrzyli sobie broń na wroga, a kobiety zatroszczyły się o to, aby po walce ich żołądki były pełne, a posłania ciepłe. A wierzcie żonie Wodza! Wykarmienie 17 osób (głównie wojów, których główne pragnienie brzmi: dużo mięsa!) jest trudniejsze niż powalenie 50 pancernych.

 

 

  Warto też dodać iż poza codziennymi zajęciami udało nam się uruchomić wczesnośredniowieczną saunę. Po oczyszczeniu niezagospodarowanej chaty, uszczelnieniu jej gliną, oraz wypełnieniu kamieniami kilku wojów odważyło się z niej skorzystać. Co dziwne działa, choć dość sporym problemem jest dym, więc zbyt długie saunowanie może zakończyć się nie tylko wykorzystaniem jej dobroczynnych własciwości, ale również nabawieniem się zapalenia spojówek. Dwa dni zeszły nam na przygotowania, aż wreszcie nastał 17 sierpnia. Wtedy też, tłumnie przybyliście do nas w gościnę. Niestety za Wami przybył również nieproszony poborca Chytrosław, wraz ze swoją świtą. Zasiał zamęt w naszej zagrodzie, ale na szczęście nasza dzielna drużyna przegnała go z powrotem do Kruszwicy. Uciekał szybciej, niż zdążylibyście powiedzieć AUREA TEMPORA.

  Po tym incydencie zapanowała wielka radość. Panowie, na czele z Edgarem postanowili zorganizować turniej sprawnościowy dla wszystkich walczących mężczyzn, którzy przybyli do Grzybowa. Kilku z naszych wzięło również udział w turnieju wojów, sprawdzającego ich sprawność w sztuce władania orężem. Wieczorem zaś, stanęli razem w szranki w wielkiej bitwie, w czasie której poległ jeden z wodzów. Pożegnano go ze wszystkimi starymi obrzędami, paląc na stosie i grzebiąc w kurhanie razem z darami, które służyć mu będą w zaświatach. O zachodzie słońca rozpoczęło się wielkie ucztowanie!(czyli to co wszyscy lubią najbardziej).

  Nikt wtedy nawet nie przypuszczał, że następnego dnia na pogańską wioskę najadą Sasi, pragnący sławy, oraz łupów. Zabili oni kapłana, splądrowali wioskę i uprowadzili kobiety. Po tym incydencie miejsce miały turniej zapaśniczy, oraz zmagania w rzucie oszczepem, gdzie wojowie nasi ćwiczyli się, by następnym razem stawić opór wrednym najeźdźcom. Po południu doszło do kolejnych starć, podczas których nasza drużyna, odznaczając się sprytem i odwagą dzielnie biła wrogich wojów. Również po tych potyczkach kilku wojowników pochowało, znanego żołnierza, wraz z wszelkimi potrzebnymi ceremoniami. Wiele osób zginęło w czasie minionych dni, ale takie są uroki wojny i życia w trudnych czasach wczesnego średniowiecza. Więc pomimo, przelanej krwi, potu, oraz łez(od dymu w naszej nowej saunie oczywiście) z niecierpliwością czekamy na kolejny Zjazd Wojowników Słowiańskich i mamy nadzieję, że spotkamy tam również Was.

 

Patrycja